Wiedziałem, że stanowimy elitarną jednostkę specjalną - wywiad z antyterrorystą

26 lipca 2018

W tym roku Samodzielne Pododdziały Antyterrorystyczne Policji obchodzą 40-lecie powstania. Z tej okazji przeprowadziliśmy wywiad z emerytowanym funkcjonariuszem jednostki antyterrorystycznej, który ma za sobą szesnaście lat służby w tej elitarnej formacji.

Na początek należy przytoczyć, historię formowania się jednostek antyterrorystycznych w Polsce. W 1976 roku Minister Spraw Wewnętrznych utworzył w Komendzie Stołecznej Milicji Obywatelskiej Wydział Zabezpieczenia. Przytaczając historię formowania się Samodzielnych Pododdziałów Antyterrorystycznych Policji należy zaznaczyć, że twórcą polskich antyterrorystów jak i pierwszym dowódcą Wydziału Zabezpieczenia był płk Edward Misztal, człowiek o niezwykłej charyzmie. Wtedy na komandosów milicyjnych wołano „Misztalowcy” co dla nich samych było wielkim zaszczytem. Do zadań Wydziału Zabezpieczenia należało zwalczanie terroryzmu i interwencja w sytuacjach zagrażających życiu jak i zagrażających bezpieczeństwu publicznemu w Warszawie i na terenie całego kraju.

W 1978 roku, decyzją Komendanta Głównego MO powstały Plutony Specjalne Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej. Początkowo było to siedem oddziałów liczących po 25 osób, stacjonujących w: Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu, Katowicach i Krakowie. W Białymstoku oraz Rzeszowie powstały dwie drużyny, rozbudowane potem do plutonów. W latach 1980-1985 w pozostałych 39 województwach powstały drużyny Specjalne MO. Nie spełniły jednak swojego zadania i zostały rozwiązane. Województwa, które nie posiadały własnych drużyn zostały przydzielone pod „opiekę” Plutonów Specjalnych.

Każdy funkcjonariusz SPAP-u w Krakowie otrzymał pamiątkowy medal.

W 1990 po przekształceni MO w Policję, Plutony Specjalne Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej przemianowano na Kompanie Antyterrorystyczne działające w strukturach Oddziałów Prewencji. Dopiero w 2000 roku Kompanie Antyterrorystyczne oddzielono od oddziałów prewencji i przydzielono je pod bezpośrednie dowództwo komendantom wojewódzkim Policji. To właśnie wtedy Kompanie otrzymały nową nazwę funkcjonującą do dziś: Samodzielne Pododdziały Antyterrorystyczne Policji.
W 2003 roku w sześciu miastach gdzie nie było jednostek SPAP, powołano SAT-y – Sekcje Antyterrorystyczne, które w 2015 roku przekształcono na pełnoetatowe SPAP-y. Pomimo wielu trudności, problemów sprzętowych oraz prób reorganizacji lub nawet rozwiązania (władze nie zważały na wspaniałe sukcesy w walce z przestępczością i zwalczania terroryzmu), SPAP-y świetnie funkcjonują do dzisiaj. Tak pokrótce wygląda historia formowania się oddziałów antyterrorystycznych w Polsce.

O tym jak wyglądała służba w jednostce antyterrorystycznej zaraz po transformacji ustrojowej opowiedział nam emerytowany funkcjonariusz krakowskiej jednostki antyterrorystycznej policji Dariusz Makówka, który w Kompani Antyterrorystycznej a później Samodzielnym Pododdziale Antyterrorystycznym Policji w Krakowie służył w latach 1991-2007.

Karabin maszynowy PK – szkolenie poligonowe Wędrzyn, 1993 r.

Panie Dariuszu, wstąpił Pan do Policji zaraz po zmianie ustroju w Polsce, w momencie ogromnych politycznych zawirowań. Jak wyglądał wtedy nabór?

O naborze do „antyterrorystów” dowiedziałem się w swojej sekcji judo, tam spotykaliśmy chłopaków z Kompanii, czasami z nimi trenowaliśmy. Co tu dużo mówić, imponowali nam bo wyglądali jak komandosi z amerykańskich filmów. Powiedzieli, że potrzebują sprawnych, wysportowanych ludzi więc nie musiałem się długo zastanawiać a po zakończeniu kariery wyczynowej (ze względów zdrowotnych) nie miałem wyjścia, musiałem znaleźć pracę, w której dosyć intensywnie mógłbym się „ruszać”. Jak się potem okazało faktycznie, do służby w Kompanii Antyterrorystycznej można było przyjść z ulicy, plusem było jeżeli było się np. po wojsku, kompani specjalnej, „desancie” lub czynnie uprawiało sport, najlepiej w jakimś klubie sportowym „gwardyjskim” lub wojskowym. Po przejściu testów sprawnościowych, zostałem przyjęty i tak zaczęła się moja służba dla społeczeństwa.

AKM z podwieszonym granatnikiem Pallad – szkolenie poligonowe Wędrzyn, 1993 r.

Każdy zna polskie realia i nie jest tajemnicą, że w tamtych latach służby raczej nie były wyposażone jak np. wasi koledzy po fachu z SWAT, KOBRY czy innych światowych, elitarnych jednostek.

Tak to prawda, o takim wyposażeniu można było tylko pomarzyć i zobaczyć je jedynie na filmach. To co mieliśmy do dyspozycji to polska oraz radziecka broń i amunicja, z oczywistych względów. Była to głównie broń typu wojskowego: pistolet P64, P83, TT-ka, PM-63 RAK, karabin wyborowy SWD, strzelba myśliwska IŻ typu BOK, granatniki RPG a nawet działo bezodrzutowe B-10, oczywiście były perełki jeszcze z arsenału poprzedniego systemu np. miniaturowy pistolecik Beretta 950 kal. 6,35 browning, który w miarę potrzeby można było ukryć dosłownie wszędzie.


Ubranie specjalne – tak wyglądał antyterrorysta w mundurze w latach 1990.

Mieliśmy również rewolwery „Astra”, do wykorzystania w sytuacjach „zakładniczych” podczas odbijania środków komunikacji a w szczególności samolotów. Spytasz pewnie dlaczego akurat rewolwery. Otóż w tych czasach powszechnie uważano, że rewolwery są niezawodne i w sytuacji kiedy do uratowania jest wielu pasażerów nie można pozwolić sobie na błąd spowodowany awarią broni. W akcji na pokładzie samolotu na dużej wysokości nie mogło dojść do przebicia pokrycia kadłuba, dlatego do rewolwerów mieliśmy dodatkowo specjalną amunicję obezwładniającą o wdzięcznych nazwach „Komar”, „Osa”, „Szerszeń”. Były to specjalne naboje wyposażone w woreczki ze śrutem w środku. „Szerszeń” był najskuteczniejszy. Niedługo potem nasze uzbrojenie oraz cały sprzęt powoli zaczął być modernizowany. Zaczęło się od wprowadzenia na uzbrojenie AT pistoletów CZ-85B, pistoletów maszynowych GLAUBERYT i SMG UZI, pistoletów GLOCK 19 i 17, następnie MP5 i UMP.

Dzień gospodarczy - czyszczenie broni, 1991 r.

Nasze US-y czyli „ubranie specjalne” stanowił zielony mundur wojsk powietrzno desantowych, dla odróżnienia od wojska miał na sobie czarne plamki nie ciemno zielone. Dla nas, funkcjonariuszy AT, wielkim wyróżnieniem było noszenie go jak również granatowego beretu, gdyby nie determinacja płk Edwarda Misztala, zamiast beretu nosilibyśmy policyjne czapki. To właśnie za ten beret niejednokrotnie mieliśmy nieprzyjemności, szczególnie w szkołach Policji gdzie chciano nas wbić w regulaminowy policyjny czarny mundur, ale zazwyczaj przytoczenie przepisów mundurowych wydanych przez KGP wystarczyło.


Granatnik RPG-7 – szkolenie poligonowe Wędrzyn, 1993 r.

Na wyposażeniu były również noże szturmowe wz 56 takie jakimi dysponowały jednostki specjalne i powietrzno desantowe WP. Przytoczę jedną ciekawą anegdotę. Mianowicie, twórca jednostek, płk Misztal, kiedy podczas ćwiczeń na poliginie i treningu strzeleckim, któryś z nas nie wykonał strzelania czyli po prostu nie trafił w cel a skończyła mu się amunicja Pan pułkownik zmuszał w kilku żołnierskich słowach do natychmiastowego użycia noża, jeżeli nóż też ominął cel komandos rzucał kamieniami aż zniszczył tarczę. W ten sposób uczono w tych czasach walki do końca oraz żeby strzelać celnie, a nie marnować amunicję. Pamiętam podstawowy kurs spadochronowy, w którym miał uczestniczyć płk Misztal. Byłem bardzo podekscytowany, każdy chciał poznać legendarnego komandosa. Wszystko było już przygotowane i przyszła informacja, że jednak pułkownik nie przyjedzie. Nie ukrywam, byłem zawiedziony. Zaczęliśmy już zbiórkę i wtedy, ku naszemu zdziwieniu wszedł sam płk Edward Misztal. No i wtedy się zaczęło, przy pułkowniku nikt nie usiadł nawet na 5 min. Każdy uwijał się przy pracy jak mrówka. Z tego słynie nie znosi lenistwa, przy nim naprawdę trzeba dawać z siebie wszystko. Przemowę jaką wtedy do nas wygłosił po zakończeniu kursu, wręczeniu spadochroniarskiej „Gapy” i niezapomnianym pasowaniu na spadochroniarza poprzez wielokrotnego „klapsa” wymierzonego z niezwykłą starannością przez dość liczebną kadrę instruktorów, wszyscy pamiętamy do dzisiaj, on ma taką charyzmę i tak potrafi mówić, że trafia do każdego. Po takim kursie jak ten spadochronowy z udziałem płk Misztala wiedziałem, że stanowimy elitarną jednostkę specjalną. Jak widać płk Misztal to profesjonalista, szczerze oddany służbie, człowiek z powołania. Zaszczytem było gościć go na uroczystościach z okazji 40 - lecia krakowskiego SPAP-u.


Szkolenie spadochronowe – Inowrocław 1991 r. / Szkolenie płetwonurkowe – Zbiornik Dobczycki, 1993 r.

Wracając do naszego wyposażenia, nie mieliśmy hełmów kuloodpornych tylko kaski spadochronowe. O kamizelkach taktycznych można było zapomnieć. Kiedy wspomnieliśmy o nich w dowództwie patrzyli na nas ze zdziwieniem. Z wyposażeniem kombinowaliśmy jak się tylko dało. Wiadomo, idąc na akcję, musieliśmy zabrać sporo wyposażenia. W końcu jakoś na przełomie 1991/1992 roku jeden z naszych kolegów zaprojektował kamizelki taktyczne a prywatna firma z Kielc była gotowa ją uszyć ale nie było pieniędzy. W końcu po wielu trudach i staraniach takie kamizelki zostały dla nas zakupione. Trzeba pamiętać, że w tych czasach byliśmy w Oddziałach Prewencji a dowódca OP miał nie tylko AT na głowie tylko większą jednostkę. Mieliśmy kilka kamizelek kuloodpornych lekkich, granatowe i białe (te granatowe zawsze przysługiwały „starym” bo fajnie wyglądały) oraz amerykańskich ciężkich w kamuflażu „woodland” i granatowych oraz jedną kamizelkę ze stalowymi wkładami i kevlarowym hełmem z ciężkim szklanym wizjerem dla tego, który wchodził w podejrzane miejsce pierwszy. Do transportu służyły nam UAZ-y, tzw „srebrny szerszeń” czyli Polonez z silnikiem Forda i wspaniałe NYSY. Po jednej z naszych akcji gdzie redaktor na zakończenie artykułu napisał cyt.”i odjechali dychawiczną nysą” Komendant wojewódzki natychmiast znalazł pierwsze zachodnie dwa samochody były to Renault Trafic. Jak widać 90% naszego wyposażenia to był sprzęt wojskowy, nie do końca niezawodny ale trzeba było sobie radzić z tym co mieliśmy.

Kategorie: Wywiady